20 września 2014

Ciepłe ciała - Isaac Marion

Tytuł: Ciepłe ciała
Autor: Isaac Marion
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: około 310
Moja ocena: 9/10

O książce dowiedziałam się poprzez film (ekranizacja to jednak najlepsza reklama :D) i postanowiłam, że NAJPIERW KSIĄŻKA, POTEM FILM. Znalazłam, kupiłam i wzięłam się do czytania! Książkę pochłonęłam w dwa dni i jestem zachwycona. Przyznam szczerze, że byłam bardzo ciekawa, bo to w sumie moja pierwsza książka o zombie.

Jest to przyszłość, żywych ludzi jest bardzo mało, za to przybywa Martwych. Ci którzy żyją zazwyczaj mieszkają w bardzo dobrze strzeżonych częściach miast – twierdzach – otoczonych wielkim murem. Jak dotąd wszystko się układa tak jak zawsze: Martwi co jakiś czas robią eskapady do miasta w poszukiwania Żywych, których można by zjeść. Poszukiwania stają się coraz trudniejsze, ponieważ ludzie przestają żyć na własną rękę i kierują się do bezpiecznej twierdzy.

Jeśli chodzi o same zombie, to tak dokładnie nie wiadomo czym one są. Wiemy, że jedzą ludzkie mięso, a ich świadomość jest w większości znikoma. Jednak zdarzają się wyjątki. Takim właśnie wyjątkiem jest R. Używa R jako imienia, bo dalszego jego brzmienia nie pamięta. ;) Nie pamięta również kim był w poprzednim życiu, ani jak zginął…

Daruję sobie dalsze wprowadzanie w fabułę – jest niepotrzebne. Jeśli recenzja Was zachęci, sami sięgnięcie po tę książkę i dowiecie się co będzie dalej… Oczywiście z pewnością można się spodziewać wątku romantycznego. Będzie on stanowił powiedzmy 3/5  jak nie 2/3 książki.

Narracja jest prowadzona pierwszoosobowo. Znamy wszystkie myśli R, jego obawy, pomysły, UCZUCIA… R jest na swój sposób zabawny. Uważam, że jest świetną postacią. Pod wpływem dziewczyny oraz uczuć do niej zmienia się. Nie chce być już potworem, CHCE BYĆ ŻYWY.

Owa dziewczyna, Julie, jest po przejściach, ale to chyba nie powinno nas dziwić, skoro powieść umiejscowiona jest w takich a nie innych czasach. Na początku jest przestraszona, a przede wszystkim zdziwiona, że R jest jakby inny niż te wszystkie bestie. Później pokazuje się z drugiej strony, jako twarda, doświadczona dziewczyna. Następnie poznajemy ostatnią jej twarz, czyli kruchą i bardzo delikatną.

Wątek miłosny jakby nie patrzeć jest tutaj ważny. Nie jest kiczowaty ani przesadzony, tylko subtelny. Ich relacja buduje się z czasem, nie od razu. Reszta bohaterów raczej się nie wyróżnia. No może przyjaciel R, M, który widząc przemianę kolegi pragnie tego samego dla siebie, wspiera go. Jest też przyjaciółka Julie, Nora – twarda baba również nie oszczędzana przez życie. Jeśli chodzi o wątek Perry’ego – miejcie niespodziankę.

Styl pisania autora jest ciekawy, akcja lekka i szybka. R z początku troszeczkę nie orientuje się w przemianach, jakie w nim zachodzą, jednak z czasem podobają mu się jego odruchy i pragnienia, załapuje o co chodzi i nie próbuje tego wyprzeć. W zasadzie nigdy nie próbował się temu opierać, a za to duży plus.

Okładka przeciętna, ale pasująca do całokształtu. Niestety książka chyba była wydana w pośpiechu, bo jest pełno literówek.

Film obejrzałam. Nie ukrywam, że trochę mnie przeraziła informacja w zwiastunie: ‘Film twórców „Zmierzchu”’. Jednak był fajny. Jest to jedna z lepszych ekranizacji. Jak widzimy na plakacie, film jest pod inną nazwą, a mianowicie: „Wiecznie żywy”. Tytuł jak najbardziej trafiony, może nawet lepszy od książkowego.

No cóż, to chyba wszystko czym chciałam się z Wami podzielić. Byłabym wdzięczna za opinię, co Wy sądzicie na ten temat. :) Książka zapunktowała oryginalnością (być może tylko w moich oczach, jako że jest to moja pierwsza pozycja o tej tematyce), dominującym, acz delikatnym wątkiem miłosnym oraz tą wielką przemianą R. Uważam, że jeśli kogoś interesują takie tematy to jest to jak najbardziej książka dla niego. Polecam!


Książkę zaliczam do wyzwania:


16 komentarzy:

  1. Ja z kolei swojej pierwszej książki o zombie jeszcze nie miałam ;) po książkę pewnie nie sięgnę, choć zdaje się taka ach och, ale po film a jakże!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja tam lubię wątek miłosny i cieszę się, że zaznaczyłaś ile zajmuje. To mnie zachęciło. Wiesz co mi się nie podoba? Tylko tytuł ;)
    PS. Wyłącz sobie weryfikację obrazkową komentarzy, nie znam osoby której ona nie wkurza ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ciepłe ciała" to literacki pierwowzór "Wiecznie żywego"? O proszę! Oglądałam "Wiecznie żywego" pamiętam, że był dość zabawny i że podobała mi się postać R. Książki jestem ciekawa, bo o zombie jeszcze nie czytałam, ale chyba na początek pokuszę się o "Feed".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się nie mylę, seria "Alicja w krainie zombie" ma podobną tematykę, jednak słyszałam wiele kiepskich opinii ;/

      Usuń
  4. Bardzo spodobała mi się ta książka :) Oglądałam film, jest bardzo dobry, ale jednak gorszy od książki ;)

    Pozdrawiam,
    Alpaka
    http://alpakowerecenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiedziałam, że skądś kojarzę tytuł! Przecież ja to czytałam! Okay, przyznajmy jednak, że książkę znalazłam pod tytułem "Wiecznie Żywy". Jak film! :D
    R jest boski. Jego opis świata jest taki... zombiestyczny! I bardzo zabawny. ;)
    Miałaś pełno literówek? Ja praktycznie ich nie znalazłam, ale możliwe, iż poprzez zmianę tytułu wzięli się również za poprawę. ;)
    Ps. Film też widziałam. :D

    http://pokoj-ksiazkoholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję że poprawili co nieco ;)
      Taak, R zdecydowanie ma własne spojrzenie na świat :D

      Usuń
  6. "Ciepłe ciała" to naprawdę dobra książka, choć i w niej jest kilka niedociągnięć. Sama posiadam ją tylko pod tytułem "Wiecznie żywy" ;) Bardziej mi się spodobał ;D

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem też jest lepszy, ale przecież i tak chodzi o treść ;) A i przecena była na ten egzemplarz.. ;D

      Usuń
  7. Ja nie byłam w stanie obejrzeć filmu, wyłączyłam po 20 minutach, był straszny po prostu, kiczowaty... może książka będzie lepsza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to taki temat... Ja nie należę do najdojrzalszych ludzi, więc mi to nie przeszkadza xD

      Usuń
  8. Zapoznanie się z literackim pierwowzorem przed obejrzeniem filmu to zawsze dobry wybór, a przynajmniej ja mam taką zasadę :). Brakuje może tych emocji w czasie seansu, za to ocena jest bardziej "trzeźwa" ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Trzeźwa" jest na pewno, bo recenzje pisałam jakiś czas po przeczytaniu, także miałam już wszystko na spokojnie przemyślane :D

      Usuń

Witaj!
Jeśli coś zainteresowało Cię na moim blogu i chcesz się tym podzielić, to pisz śmiało! Zachęcam też do zaobserwowania bloga i częstego zaglądania. :)
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, wszystkie je czytam - i to z niemałym uśmiechem. Stanowią dla mnie motywację do dalszej pracy, a za to jestem Wam strasznie wdzięczna.
Miłego dnia! :)