31 października 2014

Miasto zagubionych dusz - Cassandra Clare

Tytuł: Miasto zagubionych dusz
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła #5
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: około 550
Moja ocena: 9/10

Recenzja może zawierać informacje z poprzednich części!

Jak pewnie niektórzy zauważyli, robię sobie mały maraton z trzech ostatnich części Darów Anioła, ale kiedy spojrzałam na datę ostatniego wpisu, złapałam się za głowę… Tak więc oto jestem – i nadrabiam! Aktualnie czytam część ostatnią, popularnie zwaną cegłą i nie jestem pewna, czy dam radę odróżnić wydarzenia zawarte w książce recenzowanej od tych ‘ceglanych’. Dodam też, że zazwyczaj nie potrafię czytać jednej serii bez przerwy, jednak w tym wypadku mi to nie przeszkadzało.

Tradycyjnie (ze względu na to, iż jest to któraś z kolei część) ominę oficjalny opis. Z zastrzeżeniem jednak, że drobne wzmianki o fabule mogą się pojawić. Dość tych wstępów! Okładka. Przede wszystkim najlepsza z całej serii. Ta kolorystyka i tajemnica zupełnie mnie porwały.

Bohaterowie nadal są cudowni. W IV, V i teraz VI części bardzo polubiłam Isabelle i wątki o niej i Simonie. Jednym z wybijających się charakterów jest Magnus Bane. Pokochałam go już w Diabelskich Maszynach, a wychodzi na to, że ‘im dalej w las, tym więcej drzew’. ;)

Jedyne co niezbyt mi podchodzi to związek Aleca i Bane’a. Nie należę do tolerancyjnych osób i nie lubię czytać o ich relacji. Jeśli chodzi o Magnusa, to nawet jestem w stanie to przeżyć, bo kochałabym go niezależnie od sytuacji. Z kolei z Alec’iem sprawa nie jest taka prosta. Poza idealnym znawstwem praw Clave nie wyróżnia się zupełnie niczym. Dodatkowo, jego orientacja i bach! – już za nim nie przepadam. Irytuje mnie też, że wcale nie wyczuwa się, że Jace’a i Alec’a coś łączy. Chodzi mi o więź parabatai. I gdybym nie wiedziała o tym fakcie, w życiu bym się nie domyśliła. Ja zdaję sobie sprawę, że nie są to Diabelskie Maszyny, gdzie – jakby nie patrzeć – parabatai to jeden z główniejszych wątków, no ale przepraszam bardzo. Autorka chyba totalnie zapomniała o tej sprawie. Uważam, że między tymi dwojga mogłoby być więcej interakcji.

To by było chyba na tyle. Po ocenie widać, że jakościowo (czyli bardzo dobrze) była podobna do poprzednich i oprócz kilku różnic nie mam nic więcej do powiedzenia. Nie będę się powtarzać, tylko odeślę Was do recenzji poprzedniego tomu. Także ogółem była fajna, ale do 10/10 jeszcze trochę jej brakuje.


Książkę zaliczam do wyzwania:


18 października 2014

Miasto upadłych aniołów - Cassandra Clare

Tytuł: Miasto upadłych aniołów
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła #4
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: około 430
Moja ocena: 9/10

Recenzja może zawierać informacje z poprzednich części!

Książka (tak jak i V część) stoi już u mnie od dawna. Stoi i czeka. Trylogię (I, II i III tom) przeczytałam w krótkim czasie i chyba musiałam od niej odpocząć… Za IV miałam wziąć się już w wakacje, i nawet zaczęłam!, ale nie dałam rady. Po prostu mnie nudziła… Zaczęłam ostatnio, bo moja koleżanka dała szansę „Diabelskim Maszynom”, a ja postanowiłam dokończyć serię o nowoczesnych Nocnych Łowcach. No i w konsekwencji kupiłam też ostatni tom…

Odpuszczę sobie streszczanie (może odrobinkę później…), bo chyba mało kto nie wie o czym są Dary Anioła i przejdę od razu do oceny.

Książki miałam kupione w nowszych okładkach, i szczerze mówiąc na początku byłam nimi zachwycona. Teraz jakoś mi przeszło. Nie wiem, może po prostu minął ten szał? W każdym bądź razie okładka IV części nie powala. Na górną część praktycznie nie zwracałam uwagi, natomiast mój wzrok przyciągnęło miasto w tle (dolna część). Jest ono bardzo hipnotyzujące - nie mogłam oderwać wzroku, co  jednak nie zmienia faktu, że całościowo najlepsza nie jest.

We wstępie mówiłam, że książka na początku mnie nudziła. To w zasadzie nie do końca prawda, bo zaobserwowałam u siebie zjawisko, którego nie rozumiem: kiedy patrzyłam na książkę, to nie miałam ochoty się za nią brać, a kiedy w końcu zaczęłam czytać – nie mogłam się oderwać. Myślę, że może to być spowodowane tym, że III część kończy się dobrze, i że tak powiem jeden wątek się zamyka, a kontynuacji mogłoby nie być. Wiedziałam, że w IV musi się coś znowu zepsuć, bo o czym były by dalsze części? ;) I najprawdopodobniej przyczyną odwlekania była chęć bycia w niewiedzy, wiedząc jedynie, że skończyło się w dobrym momencie. Jednak kiedy kupiłam VI część, mogłam bezpiecznie zabrać się do lektury wiedząc, że w niewiedzy nie będę musiała trwać długo. ;) Nie wiem czy ktoś coś z tego zrozumiał, bo wyszło strasznie chaotycznie, ale takie są właśnie moje myśli.

Muszę też coś napisać o bohaterach, więc… No Jace jak zwykle – genialny (choć Williama z Diabelskich Maszyn nikt nie pobije <3), Clary też jak zawsze fajna, no i przyszła kolej na Simona, ale to za chwilę. Najpierw Isabelle. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jej osoba pod koniec książki. Wracając do Simona - tu się pozmieniało. Chyba nikt go nie lubił w pierwszych trzech tomach, a i kolejne większości do niego nie przekonały. Otóż mnie przekonał. Strasznie go polubiłam i nie uważałam, żeby momenty o jego życiu były czymś nudnym. Cieszę się, że autorka sprawiła, by (przynajmniej w moich oczach) stał się kimś fajnym. Świetnym przyjacielem nie tylko dla Clary, ale – jak się okazuje – i dla Jace’a. Wiecie, nie mówię, że są teraz najlepszymi przyjaciółmi, ale odkąd nie czują konkurencji nawiązała się miedzy nimi nić porozumienia. A jak na poprzednie stosunki to już coś. Książka zawiera też fragmenty odnośnie jakże barwnego, życia uczuciowego Simona. W IV części pojawia się też nowy bohater. Znamy go już z opisów poprzednich części, jednak dopiero po jakimś czasie łączymy jego postać z opisem w dawniejszych tomach. Od początku podejrzewamy, że on nie znalazł się tutaj przypadkiem, i w pewnym sensie mamy rację. Nie potrafię teraz stwierdzić, czy jest to postać dobra, czy nie, i czy warto darzyć go zaufaniem. Oczywiście to co wynika z książki to jedno, a to co ja czuję to drugie. I raczej bardziej ufam sobie, bo być może autorka szykuje jakiś zwrot akcji – wiemy przecież jak to wszystko potrafi się zmieniać. ;) Także mojego zaufania na 100% nie zdobył. A co Wy myślicie bądź myśleliście po IV tomie?*

Ominęłam wątek Jace’a i Clary, bo jakoś ciężko mi to opisać, a i bez spoilerów też raczej nie przejdzie. Pochodzenie Jace’a to już chyba nie zagadka, ale tego również nie będę poruszać (tego z kolei dlatego, że nie bardzo się w tym orientuję i mam nadzieję, że po kolejnych częściach mi się rozjaśni).

Podsumowując, książka była ciekawa, bohaterowie – zaskoczenie ich ‘drugą stroną’, a reszta – jak zawsze – genialna. Wszystkim polecam całą serię!

Miasto upadłych aniołów | Miasto zagubionych dusz | Miasto niebiańskiego ognia


Książkę zaliczam do wyzwania:


*Prosiłabym by nie używać imienia tego bohatera, ponieważ mnie nie przeszkadzają drobne spoilery, ale wiem, że niektórym niszczą życie, a chciałabym uniknąć tego na moim blogu. :)

5 października 2014

Jedyna - Kiera Cass

Tytuł: Jedyna
Autor: Kiera Cass
Seria: Selekcja #3
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: około 330
Moja ocena: 8/10

Po pierwszej części byłam zadowolona. Druga jednak wywołała u mnie niesmak postawą głównej bohaterki. Czy trzeciej udało się uratować serię?

Ami została w pałacu. Zdeklarowała się (samej sobie – to też już coś… jak na nią xD) walczyć o Maxona. Tylko, że w pałacu nadal są trzy inne kandydatki.

Myślę, że każdy – już po pierwszej części – domyślał się, jak się zakończy nasza ambitna historia. Uważam, że nie zdradzę za dużo, jeśli powiem, że żadnych zaskoczeń ani zwrotów akcji nie było.

Szata graficzna tak jak i poprzednio zachwyca. Jest spójna w stosunku do pozostałych, a razem prezentują się genialnie.

Bohaterzy tak jak w poprzednich tomach – niezbyt ciekawi. Aczkolwiek Celeste mnie zaskoczyła. I tak jak w poprzednich częściach drażniło mnie niezdecydowanie Ami, tak w tej irytujący był Maxon.

Akcja płynęła, a autorka rozwinęła wątek rebeliantów. Jednak mam wrażenie, że zakończenie było pisane na szybko i pani Cass się nie przyłożyła. W ostatnich rozdziałach akcja tak przyspieszyła, że autorce nie starczyło czasu żeby wszystko dokładnie opisać. Dodatkowo pod koniec książki niestałość Maxona dochodzi już do granic możliwości.

No, ale wbrew pozorom, ta książka ma jakieś plusy. Jest dla mnie nadal lekką, niezobowiązującą lekturą na odpoczynek. To wszystko, przez co przechodzi Ami jest dla mnie naprawdę ciekawe, jednak naokoło widać tyle niedociągnięć, że nie można na nie przymykać oczu.

Mam wrażenie, że po mojej ocenie recenzja powinna wyglądać nieco inaczej, ale wszystkie te mankamenty i tak mają dla mnie mniejszą wartość, niż czysta radość płynąca z możliwości czytania o Ami. Mam strasznie mieszane uczucia, lecz książka i tak mimo wszystko się obroniła i wyszła na plus. Napiszę jeszcze kilka słów odnośnie wstępu i zadanego w nim pytania. Myślę, że III część jest na wyższym poziomie niż II. Pierwszej chyba nie przebiła, ale zawsze coś. Jestem dumna z Ami, że wreszcie podjęła decyzję i zarazem zawiedziona Maxonem, że przejął jej rolę. Tak jakby w książce musiał być ktoś ją odgrywający.

Podsumowując, jeśli ktoś nie jest wrażliwy na niedoskonałości (nie ukrywam, że rzucające się w oczy…) i nie szuka czegoś głębokiego to zdecydowanie polecam. Bo co tu dużo mówić – historia Ami jest ciekawa. Jeśli jednak ktoś ma to czytać z zamiarem dogłębnej analizy logicznej strony umysłu bohaterów to odradzam. Nie doszukacie się konkretów i logicznych działań. Do Was należy decyzja – jak zawsze zresztą. ;) Napiszcie, czy podjęliście/podejmiecie ryzyko! ;D



Książkę zaliczam do wyzwania: