4 maja 2015

Endgame. Wezwanie - James Frey, Nils Johnson - Shelton

Tytuł: Endgame. Wezwanie
Autor: James Frey i Nils Johnson - Shelton
Seria: Endgame #1
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: około 500

Jesteście względnymi realistami? Pewnie tak, bo kto by teraz wierzył w wampiry, wróżki i wilkołaki. A czy pomyśleliście kiedyś, że nasz czas jest policzony? Tak czy siak jest, bo dożywamy pewnego wieku i nie ma innej opcji, jak po prostu odejść, ale nie o to mi chodzi. Mam na myśli policzony czas nas, jako ludzkości. Może rzeczywiście kiedyś został on określony. Może to już niedługo, a może wnuki naszych wnuków, a także ich wnuki jeszcze tego nie zobaczą... Nie wiem (i szczerze mówiąc sama w to nie wierzę ;)), ale tak właśnie został przedstawiony świat w "Endgame. Wezwanie".

Co prawda wiedzą o tym tylko niektórzy, ludzie, w których płynie krew starożytnych narodów. Jeden z dwunastu kandydatów szkolonych od urodzenia wygra, ratując w ten sposób swój lud przed całkowitą zagładą, poprzez znalezienie kluczy. Nie wiadomo, jak wyglądają, gdzie są, ale zasad nie ma, a zagrywki 'nie-fair' są w równej mierze dopuszczalne, jak te 'fair'.
Starożytne ludy od wielu, wielu lat szkolą kandydatów na bystrych zabójców. Uczą ich jak przetrwać, jak walczyć oraz jak zwyciężać. Wyszkoleni mają umiejętność władania wieloma (w tym też starożytnymi) językami oraz różnymi typami broni. Nie wiedzą czy Endgame zacznie się za ich życia. Jedni tego pragną, inni wręcz przeciwnie. Jedno jest pewne. Endgame rozpoczyna się właśnie teraz.

Dzięki stale zmieniającej się narracji pierwszoosobowej jesteśmy w stanie poznać większość kandydatów, stajemy się świadkami ich słabości, dobroci, zauroczeń, a także okrucieństwa, zawiści i ogólnego szaleństwa. Każda z tych osób jest zupełnie inna. Jedni grają honorowo, inni z kolei nie mają skrupułów czy jakichkolwiek zahamowań. Bohaterowie, oprócz oczywiście samych wydarzeń, są najważniejsi i tutaj zostali idealnie wykreowani. Z początku trudno się połapać, bo dosyć szybko przeskakujemy z postaci na postać, ale po pewnym czasie przestaje to sprawiać nam kłopot.

Akcja dzieje się w świecie, w którym my żyjemy. Kandydaci sporo przemieszczają się i podróżują, a przygód nie brakuje. Takim rozwiązaniem autorzy dali sobie ogromne pole do popisu. Mogli pokazać nam wiele miejsc i wykorzystać te najpopularniejsze. Niestety w większości tego nie było i choć to fabuła jest najważniejsza, odrobinę mi tego zabrakło. Mimo wszystko akcja jest bardzo dynamiczna i pędzi, nie dając nam nawet chwili wytchnienia.

Autorzy chyba sporo musieli się naczytać o typach broni, bo w tym aspekcie różnorodności nie brakuje. ;) Sceny walk i ucieczek zostały należycie opisane, a wiele unikalnych charakterów nie pozostaje niezauważone. 

Zawodnicy są w różnym wieku. Są to oczywiście ludzie młodzi, ale część zalicza się ciągle do dzieci. Tu również autorzy stworzyli sobie wiele możliwości. Każda z tych osób myśli w inny sposób i to jest chyba najbardziej fascynujące. Niektórzy pragną wygrać z miłości, inni chcą chwały, a jeszcze inni ratować swój lud. Tworzą się sojusze; każdy chce wygrać, a zjednoczenie sił, czyli zwiększenie czujności i bezpieczeństwa przez chwilę mogą być przydatne. Wciąż jednak bohaterowie są nieprzewidywalni i choć kilkoro z nich da się polubić czy przynajmniej szanować, nie wiemy, czy można im ufać.

Jednym słowem książka sprawiła, że zaczęłam nieco inaczej postrzegać ludzkie charaktery, wywołała emocje płynące z wartkiej i bogatej akcji, a w kreacjach bohaterów całkowicie się zakochałam. "Endgame. Wezwanie" zostało napisane w specyficzny sposób i bardzo miło spędziłam czas zapoznając się z historią końca świata i walki o ratowanie przynajmniej jego części. ;) Serdecznie polecam Wam tę książkę, a ja tymczasem wyczekuję premiery następnego tomu.

Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Wyzwanie książkowe 2015 (ma co najmniej dwóch autorów)

21 komentarzy:

  1. Muszę w końcu przeczytac Endgame bo wydaje się ciekawe :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ciągle jestem ciekawa, czy ktoś rozwiązał zagadki i wygrał :D

    OdpowiedzUsuń
  3. To druga recenzja tej książki, jaką czytam. Pierwsza jest niezbyt pozytywna i szczerze mówiąc mnie zniechęciła. Twoja natomiast sprawiła, że znowu się zainteresowałam. A jak są sprzeczne recenzje, to znak, że trzeba przeczytać i wyrobić własną opinię ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak czytam sobie Twoją recenzję i czytam... i dochodzę do wniosku, że Endgame to coś w stylu Igrzysk Śmierci, znasz może? Podobne są do siebie te historie? Jeśli tak, to bardzo chętnie powieśc autorek przeczytam, chociaż raczej zauważyłam, że wszystkie igrzyskopodobne twory nie umywają się nawet do dzieła Collins.;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że znam! I uwielbiam. Myślę, że książki mają coś wspólnego, ale klimat, otoczenie i ogólnie cała sytuacja jest inna. Ja raczej nie porównuję książek do "Igrzysk śmierci". Uważam na przykład, że są podobne, ale nie traktuję ich jako gorsze kopie. Wszystkie są po prostu róże, choć większość rzeczywiście ma niższy poziom niż własnie "Igrzyska śmierci". A "Endgame" warto przeczytać. :)

      Usuń
  5. Kiedyś zaczytywałam się w takich książkach, teraz częściej sięgam po obyczajówki. Jeśli jednak znajdę czas na ten tytuł, nie omieszkam rzucić na niego okiem :)

    Swoją drogą czy ja już Ci pisałam, że szalenie podoba mi się wygląd Twojego bloga? Cudowny szablon!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również ten szablon się podoba, ale jest mało czytelny. ;/

      Usuń
  6. Okładka zniecheca, bardzo mi sie nie podoba ;) Jednak opis jest intrygujący i to przechyla szale :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaję się być bardzo ciekawa, może kiedyś po nią sięgnę.
    Zachęcająca recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach od dłuższego czasu. Bardzo mnie ta książka interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaciekawiłaś mnie :) Do tej pory raczej omijałam recenzje tej książki, pewna, że nie jest ona dla mnie (choć nawet nie wiedziałam o czym jest), ale tym razem pomyślałam, że przeczytam i chyba nie żałuję, bo kolejna książka ląduje na liście, książek, które kiedyś przeczytam :) Ciekawią mnie te podróże, bo czasem, gdy czytam książkę i nie wiem, gdzie dane miejsce się znajduje, to lubię wklepać je w internet, aby się tego dowiedzieć (tak z czystej ciekawości, ale i dla rozjaśnienia wizji tego miejsca ^^ ) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Ja również uwielbiam sprawdzać miejsca z książek. Szczególnie te z Ameryki lub z Europy. To pozwala jeszcze bardziej wbić się w historię i mniej więcej wyobrazić sobie odległości. :D

      Usuń
  10. Raczej już dawno temu odpuściłam sobie tę książkę i sięgać już po nią nie będę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam żywiołową akcję i dynamizm, to nie pozwala mi się nudzić podczas lektury. Zaintrygowała mnie opis, naprawdę zapowiada intrygującą powieść. A do tego duet, to musi być dopracowana książka. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie masz pojęcia jak wiele opinii czytałam o tej książce. Co ciekawe, większość, na które trafiałam, były negatywne, a ja mimo wszystko kupiłam tę pozycję :D Więc nie mam wyjścia, tak czy inaczej ją poznam. Może jeśli podejdę do tej powieści bez żadnych oczekiwań, nie zawiodę się. Może będę nawet tak zadowolona z lektury, jak ty. :) Trochę mnie przeraża ta większa ilość bohaterów, ale podejrzewam, że szybko giną, więc... no. Zobaczymy. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, troszkę ich tam ginie, ale też przecież dwanaście osób to dużo, więc... xD Kupiłaś ją i nie ma odwrotu. Czytaj, a ja tymczasem czekam na recenzję. :)

      Usuń
  13. Mnie też ta książka bardzo się podobała. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No wydaje się ciekawa, chociaż żeby się odnaleźć muszę ją przeczytać )

    OdpowiedzUsuń
  15. Okładka szczerze mówiąc taka sobie, ale opis... Stwierdzam, że muszę ją mieć i to jak najszybciej! Zajrzysz do mnie? politerce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Jeśli coś zainteresowało Cię na moim blogu i chcesz się tym podzielić, to pisz śmiało! Zachęcam też do zaobserwowania bloga i częstego zaglądania. :)
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, wszystkie je czytam - i to z niemałym uśmiechem. Stanowią dla mnie motywację do dalszej pracy, a za to jestem Wam strasznie wdzięczna.
Miłego dnia! :)