15 lipca 2015

Maybe someday - Colleen Hoover

Tytuł: Maybe someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: około 380

Muzyka dla wielu znaczy bardzo dużo. Dla niektórych pewnie tyle, co dla mnie książki, filmy i seriale. U mnie akurat jest ona na ostatnim miejscu, ale potrafię docenić dobry kawałek. ;) Dla tych, którzy kochają i muzykę i książki sama tematyka "Maybe someday" powinna być wystarczająco kusząca. Ja sięgnęłam po nią ze względu na autorkę (której "Hopeless" było świetną lekturą), a także spory przy niej szum.

Sydney wiedzie spokojne życie. Studiuje, pracuje i ma z kim to wszystko dzielić. Nagle te z pozoru stabilne fundamenty całkowicie się rozpadają i okazuje się, że dziewczyna zostaje sama. Jakby prosto z nieba zjawia się, niczym książę na białym koniu, Ridge - chłopak z sąsiedztwa, którego gry Sydney dzień w dzień namiętnie słucha. Razem pracują, pisząc teksty do piosenek chłopaka, jednak granica między fikcją, a przelewaniem swoich własnych uczuć na papier bardzo szybko się zaciera. Bohaterowie chyba nie są jeszcze gotowi na to uczucie, ale kto wie... Maybe someday?

Przede wszystkim oczekiwałam jakiegoś trudnego i bardzo bolesnego tematu. Wszyscy, którzy czytali "Hopeless" wiedzą, o co mi chodzi. ;) Tam bomba została na nas zrzucona za połową książki. Tu - na samym początku. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie i naprawdę chwilę zajęło mi poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie. Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam się w książce z czymś takim i ze wstydem przyznaję - wywołało to u mnie przerażenie. Nie zdradzę Wam, co to było, ale - według mnie - zostało to bardzo dobrze przedstawione, a początkowy strach zastąpiło uczucie normalności. Bo przecież takie rzeczy należą do normalności, prawda?

Tak jak już mówiłam, muzyka odgrywa w fabule wielką rolę, bo poniekąd to właśnie przez nią nasi główni bohaterowie się poznają i nawiązują nić porozumienia. W takim wydaniu prezentowała się niesamowicie, choć przecież wcale jej nie słyszałam. To cudowne, że autorka tak potrafiła mnie zmanipulować. W książce (na samym końcu) zawarte jest także tłumaczenie piosenek na polski. Mnie, jako osobie słabej z angielskiego bardzo to pomogło. Wiem, że istnieje playlista z nagraniami wszystkich tych piosenek, ale nie miałam jeszcze okazji jej przesłuchać. Możecie podać mi tytuły Waszych ulubionych. ;)

Liczyłam, że dostanę ciężką historię z romansem w tle. Dostałam coś w gruncie rzeczy normalnego, a zarazem zadziwiającego i niezwykłego. Przez to wątek miłosny wysforował się naprzód, a tego już nie oczekiwałam. Na szczęście 'miłość' w wykonaniu Hoover stoi na wysokim poziomie, przez co zupełnie mi to nie przeszkadzało. 

Olbrzymim plusem są też bohaterowie. Większość książek, romansów, zapominam, a ta jest wciąż żywa w mojej pamięci (wiedzcie bowiem, że recenzję tą piszę z niemałym opóźnieniem...). Bohaterowie zostali świetnie wykreowani, a nawet postacie drugoplanowe wydawały mi się bardzo wyraziste. I to właśnie czyni tą książkę wartą zapamiętania. To, a także pokazane podejście do wiadomej sprawy.

Jedyny minus, jaki tu nam się wkradł to zakończenie. Ja rozumiem, że to miała być taka petarda, ale no cóż... Była to zbyt słodka petarda. Cała książka jest utrzymana na pewnym poziomie, a pod koniec cukier gwałtownie wzrasta. Autorka zdecydowanie podziałała z rozmachem, ale muszę przyznać, że nie lubię takich zakończeń. Spodziewałam się czegoś wspaniałego, ale to wyszło nieco sztucznie. Dla porównania powiem, że podobnie było z "Utratą" Rachel Van Dyken.

Podsumowując, autorka nieco rozminęła się z moimi oczekiwaniami, ale w zamian dostałam coś równie dobrego. Ja oczywiście polecam tę książkę, szczególnie wielbicielkom (wielbicielom też ;)) dobrego romansu, a także muzyki. Ta książka sprawia, że zaczynamy inaczej postrzegać świat i pokazuje nam, że na co dzień nie doceniamy z pozoru tak oczywistych rzeczy.

Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniach:

24 komentarze:

  1. ''Maybe someday'' jest w moich planach. Poprzednie książki tej autorki bardzo mi się spodobały, więc i ta raczej mnie nie zawiedzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojeju, kocham tą książkę całym serduszkiem <3

    P.S. Zapraszam do brania udziału w konkursie http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/2015/07/konkurs-pocztowka-dla-ksiazkoholika.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszę same pozytywne opinie na temat tej książki, a jeszcze jej nie przeczytałam. Na szczęście czeka już na półce, więc jeszcze we wakacje po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. ;D

      Usuń
  4. Świetna książka. A co do playlisty to moimi ulubionymi kawałkami są "Living a Lie", "I'm in trouble" i samo "Maybe someday".
    gabxreadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Na pewno je przesłucham. ;)

      Usuń
  5. Mam w planach tę książkę, w ogóle większość powieści autorstwa tej pani, jednak nie wiem kiedy się za jakąkolwiek z nich zabiorę. Lecz po coraz większej ilości pozytywnych recenzji, nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wszystkie te książki niedługo przeczytasz i wszystkie Ci się spodobają. ;)

      Usuń
  6. Kiedyś na pewno przeczytam "Maybe someday"- tyle dobrego się o tej książce słyszy, że coś musi w niej być. :) Jak na razie czytałam dwie powieści Hoover- "Hopeless" i "Pułapkę uczuć". Ta pierwsza nieco mnie rozczarowała- nie poruszyła mnie tak jak tego oczekiwałam, ale doceniam, że autorka podjęła się takiego bolesnego i delikatnego tematu. Druga natomiast totalnie skradła moje serce- jet bardzo życiowa, jeśli jeszcze nie czytałaś to polecam Ci gorąco. :)
    Pozdrawiam,
    Nada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Mnie "Hopeless" całkowicie rozbroiło! To była trochę depresyjna książka i póki co wzbraniam się przed "Losing Hope", bo nie chcę jeszcze wracać do tego chwilami ciężkiego klimatu. ;) O, a "Pułapki uczuć" jeszcze nie czytałam. Gdzieś słyszałam, że jest to jedna ze słabszych powieści Hoover, ale skoro mówisz, że jest inaczej, to zaryzykuję i na pewno ją przeczytam. :D

      Usuń
  7. Wiele dobrych opinii widziałam na jej temat, ja się nadal wzbraniam, bo to nie jest zbytnio mój gust. Ale wiem, że kiedyś na pewno przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto zaryzykować? Ja często tak mam, że coś odkładam i odkładam, a później przez tydzień po przeczytaniu tej książki biję się w pierś i żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej. ;)

      Usuń
  8. Uwielbiam styl autorki, a "Maybe Somdey" czeka już na mnie na półce. Na pewno przeczytam. Mam nadzieję że i mi książka się spodoba :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mam taką nadzieję. ;)

      Usuń
  9. Jedna z moich ulubionych książek! Colleen Hoover genialnie pisze i ja po prostu nie umiem nie zachwycać się jej piórem. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że książka Ci się spodobała ;) ostatnio o tej autorce głośno w blogosferze i zastanawiałam się, czy i mnie przypadnie do gustu. Chyba muszę się o tym szybko przekonać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czeka już na mojej półce i nie mogę się doczekać kiedy ją przeczytam :) Mam nadzieję, że będzie równie wspaniała co "Hopeless" :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że tak właśnie będzie. ;)

      Usuń
  12. No co ty! Nie porównuj mojego kochanego "Maybe Someday", mojej najukochańszej autorki do "Utraty", która mnie tak zawiodła! NIE RÓB TEGO, PROSZĘ! Jak dla mnie ta książka była perfekcyjna, zarówno poruszająca, jak i zabawna i dojrzała i... to jest to, co Colleen potrafi. :) Zrobić ze mnie histeryczkę. :D
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie Sherry, spokojnie! xD Jak dla mnie porównywalne są tylko zakończenia obu tych książek. Obie panie zaszalały przy końcówce i to już było dla mnie za dużo, ale poza tym, te książki są zupełnie inne! ("Utrata" gorsza, spodziewałam się czegoś głębokiego i dojrzałego, a nie dostałam żadnej z tych rzeczy). Ja również lubię Colleen Hoover, ale w miejscu Twojego trio mam tylko jedną królową new adult. I jest to J. Lynn. <333 Boże, mam trochę wyrzuty sumienia. Mam wrażenie, że prawie do wylewu Cię doprowadziłam! xDD Ale w pełni Cię rozumiem. Ja też tak mam. Budzi się we mnie dziki instynkt i jedyne o czym mogę myśleć, to jak nie zabić tego kogoś za to stwierdzenie! ;D

      Usuń
  13. Maybe Someday już od dawna krąży u mnie jako lektura, którą chciałabym przeczytać, ale na jej temat słyszałam zazwyczaj same plusy. Nareszcie znalazłam recenzję, której autorka dostrzegła też jakiś minus - co prawda niewielki, ale jest! Chociaż nie zmienia to faktu, że Maybe Someday wciąż chcę przeczytać i wyrobić swoją własną opinię. :D

    http://recenzjezkapelusza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Jeśli coś zainteresowało Cię na moim blogu i chcesz się tym podzielić, to pisz śmiało! Zachęcam też do zaobserwowania bloga i częstego zaglądania. :)
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, wszystkie je czytam - i to z niemałym uśmiechem. Stanowią dla mnie motywację do dalszej pracy, a za to jestem Wam strasznie wdzięczna.
Miłego dnia! :)