28 sierpnia 2015

Obca - Diana Gabaldon + porównanie z serialem


Tytuł: Obca
Autor: Diana Gabaldon
Seria: Obca #1
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: około 710

Wojna to straszny czas. A ta druga, światowa, była szczególnie drastyczna. Na szczęście minęła, a teraz na świecie jest pokój. Jednak wydarzenia sprzed ponad 70 lat na wszystkich odcisnęły olbrzymie piętno. Osobiście nic na ten temat nie wiem, więc tylko mogę sobie wyobrażać co czuły i co wciąż czują osoby wtedy walczące.

Jednak - niech Was nie zmyli wstęp - wydarzenia w "Obcej" zaczynają się już w momencie zakończenia wojny. Jakiś czas później Claire Randall wraz ze swym mężem Frankiem wyjeżdżają do Szkocji na wakacje. Podczas wojny widzieli się bardzo krótko, więc jest to taki wypad, by mogli od nowa się poznać, nacieszyć się sobą i poczuć w pełni swobodnie.

W wyniku przedziwnych wydarzeń, a może umiejętności Claire, kobieta przenosi się z 1945 roku dwieście lat wstecz i ląduje w roku 1743. Wciąż w Szkocji. Brutalnej Szkocji. Tam poznaje przystojnego, rudowłosego Jamiego i kilku innych Szkotów. Wtedy właśnie, jej życie zaczyna się na nowo.

"Obca" rozpoczyna wielotomowy cykl o historii Claire i Jamiego. Z części na część są to coraz grubsze książki, a przecież sam pierwszy tom ma ponad 700 stron. Niektórych ta grubość może zniechęcać i muszę przyznać, że sama miałam mały kryzys w połowie, jednak szybko mi przeszło i mogłam kontynuować tą niezwykłą lekturę.

Mimo swoich okazałych gabarytów, "Obcą" czyta się szybko i sprawnie. Claire jest świetną narratorką. Bardzo polubiłam jej sposób narracji, ponieważ kobieta ta nie stroni od sarkazmu czy zgryźliwych uwag. Dodatkowo całkiem sporo się dzieje, wydarzenia nie nudzą, a emocje towarzyszące czytaniu są nie do opisania.


Nie jestem pewna, jak dokładnie "Obca" ma się do prawdziwej historii, jednak pewne jest, że obyczajów, strojów i władców autorka sobie nie wymyśliła. Opisała natomiast bardzo niebezpieczny, brutalny i ograniczony (umysłowo) świat. Za jedno złe słowo mogłeś spłonąć na stosie jako wiedźma, a samo to, że - tak jak Claire - przykładowo jesteś Angielką wśród nieco zacofanych szkockich górali sprawia, że jesteś podejrzana.

Bohaterowie są ludzcy do granic możliwości. Praktycznie żaden z nich nie jest jednoznaczny. Nie wiadomo komu można zaufać, a także za jaką cenę. Górale szkoccy w większości byli przedstawieni jako szorstkich i zbereźnych ludzi, głównie mających na względzie własne dobro. Jedyną rzeczą łączącą ich wszystkich (poza kitem!) była lojalność. Lojalność dowódcy, władcy - temu, kto przedstawia wartości, na którym góralom zależało. Byli grupą, wspólnotą, jednym organizmem - rodziną. Sami mogli cię obrażać, drwić sobie z ciebie, ale biada każdemu innemu, kto ważyłby się to zrobić. W takim wypadku stawali za tobą murem i gotowi byli bić się za twój honor.

Claire była bardzo zadziorną osobą, jednak - jako Angielka - musiała mieć się na baczności. Podczas II wojny światowej była lekarką, więc wśród natury, w XVIII wieku była bardzo przydatna. Był tylko jeden problem: miała wiedzę, ale narzędzi już niekoniecznie. Dodatkowo przy metodach nowatorskich jak na tamte czasy, musiała bardzo uważać, gdyż od uzdrawiania do czarów granica była bardzo cienka.


Kolejną, już ostatnią chyba sprawą do omówienia był Jamie Fraser. Piękny, cudownie zbudowany, rudowłosy Szkot. Był tak dobrym człowiekiem. Nie mogłam się nadziwić, co wybaczał, w co był gotowy uwierzyć, za co miał wyrzuty sumienia i jak bardzo pokochał Claire. Był człowiekiem honoru, silnym i z zasadami. Z początku słodko niewinny, później dojrzały i mężny. Ja zakochałam się w nim od pierwszych stron z jego udziałem i to on ląduje na liście moich ulubionych bohaterów.

Podsumowując, ta całkiem obszerna książka nie ma wad. Byłam pod wielkim wrażeniem bohaterów, których wykreowała autorka oraz brutalnego świata, który opisała. Claire była świetną kobietą, ale to Jamie był doskonały w każdym calu. I jeśli fabuła, czasy, czy cokolwiek innego Was nie przekonuje, to Jamie Fraser zrobi to w okamgnieniu! Gorąco polecam! :)

Moja ocena: 9/10

Obca | Uwięziona w bursztynie | Podróżniczka | Jesienne werble | Ognisty Krzyż | Tchnienie śniegu i popiołu | Kość z kości | Spisane własną krwią

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- Czytam fantastykę
- Klucznik (odkryta w blogosferze)


***

Mam też dla Was dodatek w postaci porównania książki do serialu.
Obejrzałam cały pierwszy sezon i mam kilka uwag. Oczywiście "Outlander" bardzo mi się podobał, tak samo zresztą jak i książka, ale jest kilka rzeczy, na które chciałabym zwrócić uwagę.

1. Dobór aktorów. Claire, Jamie - idelani. Ale Szkoci? Wielcy, rudzi i silni Szkoci? W serialu nie robili wrażenia groźnych czy choćby silnych. Była to banda podstarzałych panów. W książce czuć było respekt na kilometr, a tutaj? Ma się ochotę wskoczyć im na kolana, pociągnąć za brodę i wybrać sobie prezenty na Gwiazdkę. ;) Wróćmy jednak jeszcze do Jamie'go, a mianowicie do jego wspaniałego akcentu i głosu. Był świetny, a kiedy powróciłam do moich ulubionych scen w książce, jego głos dźwięczał mi w głowie. Cudowne uczucie. ;D

2. Claire i jej charakterek. Do jej wyglądu nie mam zastrzeżeń. Na Claire mi pasowała i do tego przyczepić się nie mogę. Ale charakter? Twórcy chyba poszli dalej, a być może za daleko, z zaciętością tej bohaterki. Pod wpływem chwili nie mogła się pohamować i jak zwykle powiedziała za dużo. W książce zdarzają się takie momenty, ale dość sporadycznie, więc nie rażą, a sprawiają wrażenie, że bohaterka jest prawdziwa i broni swoich przekonań. Ale w serialu... Była denerwująca. I to nawet nie chodzi o to, że kłótnie są nużące, ale o to, że nie myślała, że przez jej niewyparzony język ucierpieć może także Jamie. I to mnie właśnie najbardziej drażniło.

3. Pochwalić jednak muszę całą resztę. Muzyka przepiękna, idealnie wpasowująca się w klimat. Widoki i krajobrazy...  No cóż, to trzeba zobaczyć. Najlepiej tam być i w sumie po obejrzeniu serialu miałam na to olbrzymią ochotę. Stroje, mowa - adekwatne do połowy XVIII wieku. Zarówno książka, jak i serial, są brutalne. Wiecie, na pewno są gorsze rzeczy - filmy i książki - w których odgrywa to większą rolę, ale dla mnie (na pewno w jednym momencie) było strasznie. Odnoszę jednak wrażenie, że w serialu odrobinkę oszczędzono pewne osoby. W książce wyglądało to nieco gorzej, ale uwaga! to właśnie to, co zobaczyłam w serialu, zrobiło na mnie większe wrażenie.

No, także to są takie moje spostrzeżenia co do serialu, który także serdecznie polecam.
Powiedzcie mi, czy czytaliście/oglądaliście, a może i to i to? Koniecznie napiszcie, czy Wam się podobało lub czy przekonałam Was do sięgnięcia po tą jakże cudowną i wartościową lekturę! :)

11 komentarzy:

  1. Ojej! Bardzo lubię serial Outlander, ale nie miałam pojęcia, że jest na podstawie książki! Tym bardziej chętnie sięgnę po tą serię :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka - cudo <3
    A i serial uwielbiam!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzadko się zdarza, żeby tak opasłe tomisko nie miało żadnych wad :) Seriali niestety nie oglądam, tak więc z nimi nie jestem na bieżąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, naprawdę omija Cię coś cudownego. ;)

      Usuń
  4. Słyszałam wiele negatywnych opinii na temat książki, a grubość kolejnych tomów jest przerażająca. Może kiedyś :)

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, że tak powiem, na tą serię trzeba mieć czas. xD

      Usuń
  5. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award :)
    http://artemis-shelf.blogspot.com/2015/08/zalege-tagi-i-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Na pewno w wolnej chwili odpowiem na pytania. :)

      Usuń
  6. Wiesz, właściwie to sformułowanie "ośmiotomowy cykl" jest błędne, bo autorka pisze dziewiąty tom i twierdzi, że nie ma zamiaru kończyć w najbliższym czasie tej serii, więc podejrzewam, że nawet na dziesięciu się nie skończy. :D
    Moje zdanie na temat książki znasz, natomiast serial prawdopodobnie też zrecenzuję kiedyś-tam.
    Tak czy inaczej, ja osobiście się nie zgadzam z twoim zarzutem co do aktorów - jak dla mnie byli idealni. :D Tacy szorstcy, brutalni, wyrośnięci, zarośnięci, mięsiści...? :D
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo już poprawiam. Dziękuję za zwrócenie uwagi. :) Widzę, że teksty czytasz dokładnie! :D
      Sama myślałam, czy nie spróbować napisać recenzji serialu, bo to jednak na blogu byłoby coś nowego, jednak koniec końców zdecydowałam się na taki krótki dodatek, a zawarłam w nim wszystko to, co chciałam. :) Na Twoją recenzję natomiast niecierpliwie czekam! :D
      No właśnie problem w tym, że dla mnie oni nie byli wyrośnięci! Brutalni i szorstcy - ok, ale jak dla mnie wcale nie byli wielcy. Wręcz przeciwnie - wszyscy tacy karzełkowaci w porównaniu np. z Claire. W książce było, że ona jest raczej wysoką kobietą, ale było też że Szkoci byli olbrzymi! No i tu mi tego zabrakło.. ;) Też u Dougala bardzo brakowało mi włosów na głowie. Bródka bródką, ale wyżej też by się coś przydało. xD

      Usuń

Witaj!
Jeśli coś zainteresowało Cię na moim blogu i chcesz się tym podzielić, to pisz śmiało! Zachęcam też do zaobserwowania bloga i częstego zaglądania. :)
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, wszystkie je czytam - i to z niemałym uśmiechem. Stanowią dla mnie motywację do dalszej pracy, a za to jestem Wam strasznie wdzięczna.
Miłego dnia! :)