18 września 2015

Przyrzeczeni - Beth Fantaskey

Tytuł: Przyrzeczeni
Autor: Beth Fantaskey
Seria: Jessika #1
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: około 400

Mimo że "Przyrzeczeni" mięli swoją premierę już dawno, (bo w 2011 roku) dopiero teraz zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę. Na mojej liście znajdowała się już od dawna, ale dopiero kilka ostatnich zachęt znajomych przelało czarę i wreszcie ta powieść znalazła się u mnie.

Jessika jest zwyczajną dziewczyną. Mieszka na farmie i kocha konie, chodzi do szkoły, ma przyjaciółkę. Niespodziewanie w szkole pojawia się nowy uczeń. Jest nieco dziwny, jednocześnie bardzo arogancki i... twierdzi, że na mocy paktu między ich rodami są zaręczeni. Zupełne brednie, prawda? A to jeszcze nie wszystko. Lucjusz uważa, że jest wampirem. Dziewczyna oczywiście nie chce w to uwierzyć, jednak fanaberie Lucjusza, wydawać by się mogło - niemożliwe - okazują się prawdą.

"Przyrzeczeni" to książka z gatunku paranormal romance. Autorce nie udało się uniknąć schematów, jednak nie był to jakiś wielki problem. Powieść pani Fantaskey okazała się bardzo wciągającą lekturą, a ja wciąż byłam ciekawa co dalej. Wampiry zostały całkiem dobrze ukazane. Miały własnęą hierarchię, a pomysł z całymi rodami, zamkami itd. wydawał mi się strasznie interesujący. Tak więc część paranormal była bardzo udana.

Niestety jednak część romance nie do końca mnie usatysfakcjonowała. Zupełnie nie tak to sobie wyobrażałam. Tutaj ich związek był dziwny. Na początku on się starał, biegał za nią, ale pamiętajmy, że ona wciąż nie wierzyła w wampiry ani pakt. No ale ile można tak wytrzymać? Każdy kiedyś odpuści. Więc wiecie, co będzie dalej. Ogólnie wszystko to zawierało ogromne ilości dramatyzmu, a już szczególnie ten ich związek miłosny. I niby sprawy były poważne, ale te ich typowo nastoletnie zachowania bardzo mnie irytowały.

Jest jak jest, ale, o dziwo, bohaterowie sami w sobie nie byli źli. Lucjusz z początku baaardzo mi się podobał, jednak później oczywiście dramatyzm zrobił swoje. Z Jessiką natomiast było odwrotnie. Na początku strasznie mnie irytowała (mimo że była całkiem zabawna), a później to nawet było mi jej szkoda. ;) Po prostu czułam wszystko to, co ona czuła i to było fajne. Jednak nie zmienia to faktu, że jako romans, "Przyrzeczeni" nie są najlepszą pozycją.

Bo zazwyczaj tak jest, że ludzie poznają się, droczą, przez chwilę są razem, coś się dzieje, a na koniec godzą się i żyją długo i szczęśliwie. Tu zabrakło momentu środkowego, a ja bardzo to odczułam. I idąc tym tropem, autorka uniknęła schematu, jednak w tym momencie nie było to dobre, bo mi ciągle czegoś brakowało. Przez to właśnie, że ich związek nie był zdefiniowany, a pojawiały się osoby trzecie, powstał bardzo dramatyczny nastrój, który w sumie był śmieszny.

Wcześniej napisałam, że schematyczność była. I rzeczywiście była, bo zachowania bohaterów nie do końca były normalne (i tutaj znów wkrada się ten wielki dramat...). Ale na pochwałę zasługuje styl autorki. Książkę mimo wiadomych rzeczy czyta się bardzo szybko i sprawnie. Jest to lekka lektura próbująca uchodzić za bardzo głęboką, jednak czytamy ją z zapartym tchem, byle tylko dowiedzieć się, jak to się skończy.

Książka Beth Fantaskey była miłą lekturą na jeden wieczór. Zdaję sobie sprawę, że wielu osobom przypadła ona do gustu i wbrew pozorom, ja także do tej grupy się zaliczam. Nie uważam natomiast, by było to arcydzieło. ;) Wampiry były bardzo fajnie przedstawione, bohaterów też koniec końców lubiłam i jak dla mnie, jedynym mankamentem był tutaj romans, którego było całkiem sporo. Wiem oczywiście, że bez niego książka byłaby zupełnie nudna, jednak ja zupełnie inaczej poprowadziłabym historię Lucjusza i Jessiki.* Więc polecam Wam ją na jakieś w miarę ciepłe dni, bo wielce rozgrzewającej miłości tam nie znajdziecie! ;))

Moja ocena: 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniach:

*Oczywiście chodzi mi o to, że inaczej poprowadziłabym ich losy, nie że lepiej bym napisała całą książkę, co to to nie. xD

13 komentarzy:

  1. A już tak dobrze zapowiadało się i ten "wampir" wszystko popsuł.... nie lubię książek z tego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat sceny okołowampirowe są zabawne :)

      Usuń
    2. No tu akurat wampiry to jedna z zalet. ;) I tak, te sceny są zabawne. :D

      Usuń
  2. Ooo dokładnie! Gdyby nie te wampiry to książka wydałaby mi się atrakcyjniejsza. Już po prostu mam dosyć motywu wampira. Ale pomijając tych kilka detali, mam ochotę przeczytać tę książkę.

    http://czytanienaszymzyciem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się nie zrozumiałyśmy, bo mi właśnie te wampiry się podobały. ;)

      Usuń
  3. Też mi się podobała, szkoda tylko ,że reszty nie wydadzą :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam kilka takich książek. ;/

      Usuń
  4. Ja chyba bym się na nią skusiła, tylko ze względu na wampiry, bo bardzo lubię o nich czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wątek był dobrze poprowadzony, więc warto. :)

      Usuń
  5. Chciałam przeczytać tę książkę, jednak jest nam ciągle nie po drodze. W bibliotece nie ma, a co do kupna- zawsze wpadają inne, pilniejsze tytuły. Szkoda, że jako romans nie do końca się sprawdza, bo mimo wszytko właśnie na to bym liczyła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także długo nie mogłam jej znaleźć, jednak liczę, że Tobie się uda. :) I oczywiście, że książka przypadnie Ci do gustu. :D (A na romans przymknij oko ;)).

      Usuń
  6. Też nie uważam tę książkę za arcydzieło. W paranormal-romance nie ma arcydzieł. :D Nawet LUX, którą kocham całym sercem, nie jest arcydziełem. To jest czysta epickość, ale uważam że tytuł "arcydzieła" powinien być przypisywany wyłącznie takim megamądrym książkom, jak klasyce na przykład. :) Albo Harry'emu Potterowi. Albo książkom Tolkiena. Czemuś autentycznie WIELKIEMU!
    Ale odnośnie książki - czytałam ją jakoś niedaleko po premierze i uwielbiałam tą powieść. Była jedną z pierwszych o wampirach, jedną z pierwszych, naprawdę zabawnych i uroczych i uwielbiałam to w niej. :) Prawdopodobnie gdybym teraz ją przeczytała, miałabym nieco inne zdanie na jej temat, ale i tak, wierzę, że miło spędziłabym z nią czas.
    I kto wie? Może to dobry pomysł, by powtórzyć sobie lekturę właśnie teraz, kiedy mi o niej przypomniałaś? :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony masz rację z tą epickością, ale z drugiej.. Nie no LUX to dla mnie arcydzieło! XD :D
      Przeczytaj więc jeszcze raz i może dodaj coś do swojej recenzji? W sensie takiej adnotacji, po jakimś czasie to, to i tamto... ;) Bardzo chętnie przeczytałabym coś takiego. ^^

      Usuń

Witaj!
Jeśli coś zainteresowało Cię na moim blogu i chcesz się tym podzielić, to pisz śmiało! Zachęcam też do zaobserwowania bloga i częstego zaglądania. :)
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, wszystkie je czytam - i to z niemałym uśmiechem. Stanowią dla mnie motywację do dalszej pracy, a za to jestem Wam strasznie wdzięczna.
Miłego dnia! :)